500 zł? 1500 zł? 5000 zł? A może 12 000 zł?

Od kilku dni przeglądam ogłoszenia osób szukających wykonawców stron internetowych. Nie tylko dlatego, że sam takich klientów szukam. To również całkiem ciekawe miejsce do obserwowania rynku.

Ktoś pisze: „Potrzebuję prostej strony dla firmy. Ile to kosztuje?”

I zaczyna się.

500 zł. 800 zł. 1500 zł. 3000 zł. Ktoś inny napisze, że bez 5000 zł nie ma sensu zaczynać. A jeszcze ktoś, że zrobi jutro za kilkaset.

Przy sklepach internetowych robi się jeszcze ciekawiej. Pod jednym z obserwowanych przeze mnie zapytań o wykonanie niewielkiego sklepu w ciągu maksymalnie dwóch tygodni pojawiły się oferty od około 750 zł do ponad 2500 zł.

Rozrzut ponad trzykrotny.

Kto ma rację?

Niestety — to zależy. I nie jest to próba uniknięcia odpowiedzi.

Pytanie „ile kosztuje strona internetowa?” jest mniej więcej tak precyzyjne jak „ile kosztuje samochód?”. Da się odpowiedzieć. Tylko niewiele z tej odpowiedzi wyniknie.

Zacznijmy od tego, czym właściwie jest „strona internetowa”

Dla jednej osoby będzie to jedna strona z nazwą firmy, opisem usług, numerem telefonu i formularzem kontaktowym.

Dla drugiej: strona główna, oferta, kilka podstron usług, realizacje, blog, formularze, mapa i system zarządzania treścią.

Dla trzeciej „strona” oznacza sklep z produktami, wariantami, płatnościami, wysyłką, kontami klientów i automatycznymi wiadomościami.

A czwarta osoba potrzebuje logowania, panelu klienta, rezerwacji terminów, generowania dokumentów, integracji z zewnętrznym API i jeszcze „jakiegoś AI”.

Technicznie wszystkie cztery rzeczy można nazwać stronami internetowymi. Tyle że ostatnia jest już właściwie dedykowaną aplikacją webową.

Dlatego różnica między wyceną 600 zł a 12 000 zł sama w sobie nie mówi absolutnie nic o tym, czy któraś z nich jest uczciwa.

Strona za 600 zł może być dobra

Niska cena nie oznacza automatycznie złej strony.

Mała firma usługowa może potrzebować naprawdę niewiele: informacji, czym się zajmuje, kilku zdjęć, danych kontaktowych, formularza, mapy i poprawnego działania na telefonie.

I tyle.

Jeżeli materiały są gotowe, zakres jasno określony, a wykonawca korzysta ze sprawdzonego stosu technologicznego, taki projekt nie musi wymagać kilkudziesięciu godzin pracy.

Nie ma żadnego biznesowego sensu wciskać właścicielowi małego lokalnego zakładu rozbudowanego rozwiązania tylko dlatego, że technicznie można je zbudować.

To trochę jak kupowanie serwera rackowego do prowadzenia listy zakupów. Da się. Tylko po co?

Ale strona za 6000 zł również może być tania

Odwróćmy sytuację. Firma potrzebuje indywidualnego projektu graficznego, kilkunastu podstron, przygotowania struktury informacji, wersji wielojęzycznej, migracji treści ze starej strony, integracji z zewnętrznym systemem, formularzy zapisujących dane do CRM, rozbudowanej analityki, optymalizacji wydajności, testów, konfiguracji serwera, przeszkolenia pracowników i późniejszego wsparcia.

I nagle 6000 zł przestaje wyglądać jak absurdalnie wysoka cena.

Przy 60 godzinach pracy oznacza to średnio 100 zł za godzinę przed uwzględnieniem podatków, kosztów działalności, narzędzi, czasu poświęconego na kontakt z klientem i późniejszą obsługę.

Cena projektu jest więc słabym parametrem do porównywania ofert, dopóki nie wiemy, co dokładnie znajduje się po drugiej stronie znaku „=”.

A sklep internetowy to nie „strona z przyciskiem Kup”

Sam WooCommerce jest oprogramowaniem open source i można go pobrać bezpłatnie. Nie oznacza to jednak, że uruchomienie sklepu jest darmowe.

To trochę jak otrzymanie za darmo zestawu narzędzi. Nadal ktoś musi wiedzieć, co z nimi zrobić.

Sklep trzeba skonfigurować. Dodać strukturę produktów i kategorii. Ustawić warianty. Skonfigurować płatności. Dostawy. Wiadomości transakcyjne. Podatki. Konto klienta. Koszyk. Checkout. A potem sprawdzić, czy rzeczywiście można coś kupić.

WooCommerce jest otwartym rozwiązaniem e-commerce, które pozwala właścicielowi zachować kontrolę nad sklepem, danymi i hostingiem.

„Podpiąć płatności” też nie znaczy kliknąć jednego przycisku

W polskim sklepie klient oczekuje wygodnej płatności. Według raportu „E-commerce w Polsce 2025” Gemius, PBI i IAB Polska dostępność wielu metod płatności pozostaje jednym z czynników motywujących do zakupów online, a BLIK należy do najczęściej wybieranych metod.

To już nie jest techniczny detal schowany gdzieś na końcu projektu. To element procesu sprzedaży.

Do tego dochodzą realne koszty operatora płatności. To koszt działalności sklepu, a nie wykonania strony — ale ktoś powinien właścicielowi powiedzieć o nim przed uruchomieniem sprzedaży.

Telefon nie jest już „dodatkową wersją strony”

Jeszcze kilkanaście lat temu można było mówić o stronie desktopowej i dodatkowej wersji mobilnej.

Dzisiaj brzmi to trochę jak oferowanie samochodu z opcjonalną kierownicą.

Raport Gemius pokazuje, że smartfon jest podstawowym urządzeniem wykorzystywanym przez dużą część kupujących online. Jednocześnie użytkownicy nadal napotykają problemy podczas finalizowania transakcji mobilnych — między innymi przez niewygodne formularze i niedostosowane strony.

Czyli można mieć sklep. Można mieć produkty. Można nawet zapłacić za reklamę, sprowadzić klienta na stronę…

…a następnie stracić go na ostatnich kilkudziesięciu sekundach, bo na telefonie formularz zamówienia działa jak panel sterowania elektrownią.

Dlatego określenie „responsywna strona” nie powinno być dzisiaj traktowane jako płatny dodatek klasy premium. To standard.

Jest jeszcze coś, czego nie widać na stronie

Dwie witryny mogą wyglądać na pierwszy rzut oka niemal identycznie.

Jedna może jednak mieć sensowną strukturę nagłówków, zoptymalizowane obrazy, prawidłowe metadane, poprawne przekierowania, kopie bezpieczeństwa, zabezpieczenia formularzy, analitykę, skonfigurowane indeksowanie i sensowną strukturę adresów URL.

Druga może po prostu… wyglądać.

Google w dokumentacji dla twórców stron zwraca uwagę zarówno na poprawną organizację treści, jak i doświadczenie użytkownika. Do technicznych wskaźników Core Web Vitals należą m.in. LCP, INP i CLS.

Nie chodzi o zdobywanie 100 punktów w każdym automatycznym teście za wszelką cenę. Chodzi o to, żeby strona była po prostu szybka, stabilna i wygodna.

Sklep to również obowiązki, których programista nie może magicznie usunąć

Uruchomienie sprzedaży internetowej oznacza również obowiązki prawne przedsiębiorcy. UOKiK wskazuje szereg informacji, które przedsiębiorca zawierający umowę z konsumentem na odległość powinien przekazać klientowi w sposób jasny i zrozumiały.

Dochodzi między innymi kwestia prawa odstąpienia od umowy. W typowej sprzedaży internetowej konsument ma co do zasady 14 dni na odstąpienie, choć ustawa przewiduje określone wyjątki i szczególne sytuacje.

Ważne rozróżnienie:

Wykonawca strony może technicznie przygotować miejsce na regulamin, politykę prywatności, checkboxy i odpowiedni proces zakupowy. Nie powinien natomiast udawać kancelarii prawnej i gwarantować przedsiębiorcy, że napisany naprędce przez programistę regulamin rozwiązuje wszystkie problemy prawne jego konkretnego biznesu. Kod to kod. Prawo to prawo.

Skoro technologia bywa darmowa, za co właściwie płacimy?

WordPress jest darmowy. WooCommerce jest darmowy. Istnieją darmowe motywy i wtyczki. Więc za co 1500, 3000 czy 6000 zł?

Za dokładnie to samo, za co płacimy mechanikowi, mimo że komplet kluczy można kupić w markecie.

Za wiedzę, czas i odpowiedzialność za złożenie wszystkiego w działającą całość.

W projekcie internetowym płaci się między innymi za analizę potrzeb, dobranie rozwiązania, projekt struktury, konfigurację, kod, integracje, dostosowanie wyglądu, wersję mobilną, testowanie, poprawki, uruchomienie i rozwiązanie problemów, których klient nawet nie wiedział, że może mieć.

A czasami również za doświadczenie pozwalające powiedzieć: „Nie potrzebujesz tego.”

Paradoksalnie to potrafi być jedna z najbardziej wartościowych rzeczy w całym projekcie.

Freelancer, małe studio czy agencja?

To kolejny powód ogromnych różnic cenowych.

Freelancer może pracować sam. W większym projekcie agencja może zaangażować project managera, UX/UI designera, programistę front-end, programistę back-end, copywritera, specjalistę SEO i testera.

Nie trzeba doktoratu z ekonomii, żeby przewidzieć, która struktura generuje większy koszt. Ale większy koszt nie oznacza automatycznie przepłacania.

Jeżeli firma uruchamia platformę, która ma generować miliony złotych obrotu, większy zespół i wieloetapowy proces mogą być całkowicie uzasadnione.

Jeżeli lokalny hydraulik potrzebuje pięciu podstron i numeru telefonu… prawdopodobnie nie potrzebuje pięcioosobowego zespołu projektowego i sześciu warsztatów UX.

Cena powinna wynikać z problemu, a nie odwrotnie

Dobra wycena nie powinna wyglądać tak: „Robię strony za 999 zł. Co tam potrzebujesz?”

Najpierw powinno pojawić się kilka pytań.

  • Co strona ma robić i kto będzie z niej korzystał?
  • Czy klient ma już domenę, hosting, teksty i zdjęcia?
  • Ile będzie podstron i czy treść ma być później samodzielnie edytowana?
  • Czy potrzebny jest blog albo sklep?
  • Ile produktów i wariantów?
  • Jakie płatności i formy dostawy?
  • Czy potrzebne są rezerwacje lub integracje z zewnętrznym systemem?
  • Czy projekt musi być wielojęzyczny?

Dopiero wtedy liczba zaczyna cokolwiek znaczyć.

Orientacyjnie: co można dostać za określony budżet?

Nie istnieje oficjalny cennik internetu. Poniższe kwoty nie są więc „stawkami obowiązującymi w Polsce”. To orientacyjne poziomy, jakie można spotkać na rynku, a granice między nimi są bardzo płynne.

Około 500–1000 zł

Prosta strona-wizytówka lub one-page. Kilka sekcji, dane kontaktowe, podstawowa konfiguracja i wersja mobilna. Przy dobrze określonym zakresie może to być całkowicie sensowne rozwiązanie dla małej działalności.

Około 1000–3000 zł

Typowa strona małej firmy. Kilka podstron, CMS, formularze, podstawowa optymalizacja techniczna, konfiguracja analityki, większa indywidualizacja projektu. W tym obszarze zaczynają się również niewielkie sklepy internetowe — choć liczba produktów i integracji bardzo szybko zmienia koszt.

Około 3000–10 000 zł

Większe strony firmowe, bardziej indywidualny design, rozbudowane sklepy, migracje, wielojęzyczność, dodatkowe integracje i bardziej zaawansowane funkcje.

10 000 zł+

Tu bardzo szybko wychodzimy poza klasyczną „stronę”. Dedykowane systemy, aplikacje webowe, niestandardowe procesy sprzedażowe, rozbudowane integracje, panele użytkowników i automatyzacje. Górnej granicy właściwie nie ma.

I właśnie dlatego reklama: „Strona internetowa za 12 000 zł? U nas dużo taniej!” nie mówi nic. Tak samo jak: „Profesjonalna strona nie może kosztować 800 zł.”

Może. Zależy jaka.

Polska gospodarka to przede wszystkim małe firmy

Według PARP mikroprzedsiębiorstwa stanowią około 97% wszystkich firm w Polsce. To ogromny rynek firm, które często nie potrzebują technologicznego kombajnu.

Potrzebują narzędzia adekwatnego do swojej skali.

Z drugiej strony cyfryzacja nie jest już egzotycznym dodatkiem do biznesu. Strona internetowa może być prostym narzędziem kontaktowym, kanałem pozyskania klienta albo pełnoprawnym kanałem sprzedaży — zależnie od tego, czego firma rzeczywiście potrzebuje.

Jak więc zapytać o cenę strony?

Zamiast: „Ile kosztuje prosta strona?”

„Prowadzę gabinet psychoterapii. Potrzebuję strony z informacją o mnie, opisem usług, cennikiem i kontaktem. Chciałbym później samodzielnie zmieniać treści. Mam logo i zdjęcia, ale potrzebuję pomocy z układem strony. Nie potrzebuję płatności ani rezerwacji online. Jaki będzie orientacyjny koszt i termin?”

I nagle wykonawca może odpowiedzieć konkretnie. A Ty możesz porównać kilka ofert, które dotyczą mniej więcej tego samego produktu.

I nie wybieraj automatycznie najtańszej oferty

Ale najdroższej też nie.

Zapytaj przede wszystkim: co dokładnie dostanę za tę kwotę?

  • Czy cena obejmuje uruchomienie?
  • Czy strona będzie działać na telefonie?
  • Czy będę mógł zmieniać treści?
  • Czy wykonawca skonfiguruje formularze i analitykę?
  • Czy pomoże z domeną i hostingiem?
  • Ile rund poprawek obejmuje cena?
  • Co dzieje się po oddaniu projektu?
  • Czy kod, konta i dostęp do serwera będą należały do mnie?
  • Czy są później obowiązkowe miesięczne opłaty?

Dopiero odpowiedzi na te pytania pozwalają porównywać ceny.

500 zł kontra 5000 zł

Czy strona za 5000 zł jest dziesięć razy lepsza od strony za 500 zł?

Nie.

Tak samo jak samochód za 300 tysięcy nie jedzie dziesięć razy szybciej od samochodu za 30 tysięcy. Ale może oferować zupełnie inne możliwości.

Największym błędem nie jest więc kupienie taniej strony. Nie jest nim również zapłacenie kilku czy kilkunastu tysięcy.

Największym błędem jest zapłacenie za coś, czego firma nie potrzebuje — albo oszczędzenie na czymś, czego naprawdę potrzebuje.

Dlatego zanim zapytasz: „Ile kosztuje strona?”, zadaj sobie inne pytanie:

„Co ta strona ma zrobić dla mojego biznesu?”

Dopiero później rozmawiajmy o cenie.

STARYKODUJE

Potrzebujesz strony? Najpierw ustalmy, czego naprawdę potrzebujesz.

Bez wciskania technologicznego kombajnu do prostej wizytówki. Opisz firmę i zakres — wtedy można sensownie porozmawiać o cenie i terminie.