W ostatnich dniach po social mediach lata historia mniej więcej taka:
jeden doświadczony programista wkurzył się na Adobe, odpalił Claude Opus 5.5 i w kilka dni odtworzył cały Creative Cloud — Photoshopa, Illustratora, Premiere, Lightrooma, After Effects i resztę.
Brzmi dobrze. Jest AI, jest David kontra Goliat, są drogie subskrypcje i jest „jeden człowiek zrobił pracę setek programistów”.
Tylko że rzeczywistość jest trochę mniej filmowa.
I jednocześnie — moim zdaniem — dużo ciekawsza.
Zacznijmy od tego, co jest prawdą
Projekt istnieje. Nazywa się ArtCraft, a jego tzw. Crafting Apps są publikowane jako open source.
PhotoCraft jest edytorem obrazów inspirowanym workflow Photoshopa, VectorCraft celuje w grafikę wektorową, FilmCraft w montaż wideo, LightCraft w obróbkę RAW, EffectCraft w motion/VFX, DesignCraft w DTP, a PdfCraft w pracę z PDF-ami.
I rzeczywiście są napisane od podstaw w Rust, a oficjalna strona projektu podkreśla, że są to natywne aplikacje: bez Electrona i bez webview. Kod jest publiczny, na licencjach MIT/Apache 2.0.
Oficjalna lista aplikacji:
https://getartcraft.com/apps
To już samo w sobie jest interesujące.
Jeszcze ciekawsze jest tempo.
Publiczna historia repozytorium PhotoCraft zaczyna się 30 września 2026 r., pierwsza wersja 0.1.0 pojawiła się 2 października, a 18 października projekt był już przy wersji 0.10.0.
Repozytorium:
https://github.com/storytold/photocraft
Wydania:
https://github.com/storytold/photocraft/releases
Czyli: tak.
Tempo jest absurdalne.
Ale już tutaj pojawia się pierwsza różnica pomiędzy rzeczywistością a wiralowym nagłówkiem.
„Jeden programista” szybko przestał być jednym programistą
Brandon Thomas faktycznie uruchomił projekt i wykorzystywał agentów AI, przede wszystkim Claude Opus 5.5, do generowania ogromnych ilości kodu.
Natomiast po publikacji projekt błyskawicznie przyciągnął społeczność.
Pojawili się kolejni contributorzy, pull requesty, poprawki, testy i nowe funkcje. Najnowsze wydania PhotoCraft wymieniają Brandona Thomasa i dziesiątki innych osób zaangażowanych w rozwój projektu.
Więc zdanie:
„jeden człowiek napisał cały Adobe Creative Cloud”
jest bardzo dobrym nagłówkiem.
Ale kiepskim opisem tego, co faktycznie się wydarzyło.
Bliżej prawdy byłoby:
doświadczony programista uruchomił z pomocą agentów AI serię bardzo ambitnych open-source'owych reimplementacji, które następnie zaczęła rozwijać szybko rosnąca społeczność.
Mniej klikalne.
Za to prawdziwsze.
A czy to faktycznie jest już „darmowy Photoshop”?
Tu warto zajrzeć do samego projektu.
Twórcy PhotoCraft piszą wprost:
to jest early alpha i jeszcze nie jest zamiennikiem Photoshopa do codziennej pracy profesjonalnej.
Wskazują m.in. brak części narzędzi, słabszą typografię, braki w profesjonalnych workflow, brak kompatybilności z pluginami i brak części funkcji generatywnych.
Repozytorium PhotoCraft:
https://github.com/storytold/photocraft
To dość istotny szczegół, którego posty pod hasłem „Adobe właśnie umarło” czasami dziwnym trafem nie eksponują.
Oficjalna lista ArtCraft jest jeszcze bardziej wymowna.
Na dziś znajduje się tam już więcej aplikacji — również WordCraft, GridCraft, DeckCraft, CADCraft, SoundCraft czy FigCraft.
Ale większość z nich ma status „In development”. Część jest oznaczona jako „Early alpha”.
Czyli mamy instalatory i działające programy.
Nie mamy kilkunastu dojrzałych odpowiedników Adobe, Office'a, AutoCAD-a i Figmy.
To jednak dwie różne rzeczy.
I tu zaczyna się najbardziej interesujący fragment
Bo łatwo teraz wpaść w drugą skrajność:
„Aaa, alpha. Czyli nic ciekawego”.
Nie.
To jest bardzo ciekawe.
PhotoCraft naprawdę otwiera i zapisuje pliki PSD, ma warstwy, maski, tryby mieszania, filtry i sporą część typowego workflow edycji obrazu.
A wszystko to powstało w tempie, które jeszcze kilka lat temu byłoby trudne do wyobrażenia.
I właśnie tutaj moim zdaniem znajduje się prawdziwa historia ArtCraft.
Nie:
„AI napisało Photoshopa w weekend”.
Tylko:
„AI radykalnie obniżyło koszt i czas zbudowania pierwszych 50–70% bardzo dużego systemu”.
A to może być znacznie ważniejsze.
Bo pierwsze 70% i ostatnie 30% to nie jest to samo
Każdy, kto dłużej tworzył oprogramowanie, zna ten mechanizm.
Zrobienie wersji, która:
- wygląda jak produkt,
- uruchamia się,
- ma główne ekrany,
- realizuje podstawowy workflow,
- obsługuje najpopularniejsze przypadki,
to jedno.
Zrobienie programu, któremu profesjonalista powierzy plik klienta wart kilka dni pracy, to zupełnie inny poziom.
Dobrym przykładem są praktyczne testy Creative Bloq.
PhotoCraft otworzył PSD i podstawowa edycja działała, ale automatyczne zaznaczanie, maskowanie, healing czy część filtrów nadal odstawały od Photoshopa.
LightCraft miał problemy m.in. z profilami aparatu i maskowaniem.
FilmCraft potrafił wykonać podstawowy montaż, ale przy bardziej profesjonalnym workflow nadal wychodziły ograniczenia.
To właśnie te „nudne” rzeczy budowane przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat są sporą częścią wartości profesjonalnego oprogramowania.
Nie ekran startowy.
Nie toolbar.
Nie nawet pierwszych 50 funkcji.
Tylko tysiące przypadków brzegowych, kompatybilność, stabilność, pluginy, profile kolorów, importy, eksporty, odzyskiwanie danych, wydajność na dziwnym sprzęcie i pewność, że projekt otworzy się również jutro rano.
Czy AI zabije drogie SaaS-y?
Moim zdaniem: część z nich może mieć naprawdę duży problem.
Ale nie dlatego, że Claude jutro zastąpi Adobe.
Problem polega na tym, że bardzo szybko spada jedna z najważniejszych barier wejścia:
koszt stworzenia konkurencyjnego oprogramowania.
Do niedawna odpowiedź na:
„Dlaczego nikt po prostu nie zrobi konkurenta?”
bardzo często brzmiała:
„bo trzeba zatrudnić kilkudziesięciu albo kilkuset programistów i rozwijać produkt przez kilka lat”.
ArtCraft pokazuje, że ten argument właśnie zaczyna słabnąć.
Jeden bardzo dobry inżynier z agentami AI może dziś w niewiarygodnie krótkim czasie dojść do miejsca, do którego kiedyś potrzebny był mały zespół.
Potem projekt może opublikować.
A następnego dnia pracuje nad nim społeczność z całego świata.
Ale SaaS to nie tylko kod
I dlatego nie obstawiałbym jeszcze pogrzebu Adobe, Microsoftu ani pozostałych gigantów.
Ich przewagą nie jest już wyłącznie to, że posiadają miliony linii kodu.
To również:
ekosystem,
formaty plików,
integracje,
pluginy,
dokumentacja,
szkolenia,
nawyki użytkowników,
wsparcie,
marka,
dystrybucja
i lata testowania przypadków, o których twórca nowego programu jeszcze nawet nie wie.
AI może bardzo mocno skompresować development.
Nie kompresuje automatycznie dwudziestu lat doświadczeń użytkowników.
I właśnie dlatego ArtCraft jest jednocześnie imponujący i daleki od bycia „końcem Adobe”.
Najciekawsze dopiero przed nami
Na oficjalnej stronie obok odpowiedników programów Adobe znajdziemy już narzędzia celujące w Worda, Excela, PowerPointa, Figmę, Pro Tools i CAD.
Oficjalna lista:
https://getartcraft.com/apps
Czy wszystkie z nich zostaną dojrzałymi produktami?
Nie wiadomo.
Czy społeczność utrzyma obecne tempo?
Też nie wiadomo.
Czy za rok nadal będziemy o nich mówić?
Tego tym bardziej nie wiadomo.
Ale jeden wniosek można wyciągnąć już teraz.
Bariera stworzenia nowego oprogramowania właśnie mocno się obniżyła.
Nie do zera.
Nie do poziomu „napiszę Photoshopa podczas przerwy obiadowej”.
Ale wystarczająco mocno, żeby modele biznesowe oparte głównie na założeniu:
„nikt rozsądny nie będzie próbował budować konkurencji od zera”
zaczęły wyglądać trochę mniej bezpiecznie.
I to jest moim zdaniem prawdziwa historia ArtCraft.
Nie koniec ery drogich subskrypcji.
Początek ery, w której znacznie łatwiej będzie zapytać: a dlaczego właściwie mamy za to tyle płacić?
Źródła / warto sprawdzić
ArtCraft — oficjalna lista aplikacji
https://getartcraft.com/apps
PhotoCraft — repozytorium GitHub
https://github.com/storytold/photocraft
PhotoCraft — wydania GitHub
https://github.com/storytold/photocraft/releases
FilmCraft — repozytorium GitHub
https://github.com/storytold/filmcraft
Praktyczny test PhotoCraft, LightCraft i FilmCraft — Creative Bloq
https://www.creativebloq.com/news/i-tried-those-free-ai-coded-adobe-creative-cloud-clones-and-they-have-some-big-problems
